Grupa naTemat

Zgłaszam się do Polskiego Stowarzyszenia Blogerów i Vlogerów

Proszę o przyjęcie do Polskiego Stowarzyszenia Blogerów i Vlogerów
Proszę o przyjęcie do Polskiego Stowarzyszenia Blogerów i Vlogerów Fot. naTemat
Znacie to uczucie, gdy samolotem wracacie do Polski z zagranicy. Polskość. Swojskość. Ten znajomy bałagan, mafia taksówkowa i billboardy na ulicach. Dziś, choć nigdzie nie leciałem, poczułem się jak w domu. Powstało bowiem Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów. Część środowiska przywitała je tak, jak w Polsce mamy zwyczaj witać gości - bluzgami i insynuacjami.

Ja tymczasem w założycielach PSBV widzę pionierów gotowych ponieść ryzyko dla wspólnego dobra, nie zaś ludzi, którzy chcą sobie napchać kieszenie darami losu.

Muszę przyznać, że zdziwiła mnie skrajnie niechętna reakcja części środowiska. Nie to, że są negatywne reakcje. Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. Ale że te reakcje negatywne są tak agresywne i bez niedomówień. Paweł Opydo założył Stowarzyszeniu szubienicę na szyję. Kominek już wywęszył w PSBV "wielką kupę" i w średnio eleganckim stylu sugeruje, że za inicjatywą stoi brudna walka o władzę i jakieś śmierdzące korporacyjne interesy nie wymienionych z nazwy firm. Mamy także opozycyjny fanpage na Facebooku. To z pewnością tylko część aktywności osób niechętnych stowarzyszeniu blogerów. Z pewnością jest tych krytycznych głosów więcej.

Nie wyruszam na ich poszukiwanie w głębiny internetu, bo zawsze bardziej niż ludzie, którzy wkładają kij w szprychy interesowali mnie ci, którzy pojazd starają się napędzić.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że jakaś organizacja branżowa blogerom by się przydała. Tak jak przydałaby się organizacja branżowa dziennikarzom. My, owszem, taką mamy. Nazywa się SDP i od lat jest pośmiewiskiem zrzeszającym mniejszość, a nie większość środowiska. Blogerom grozi to samo, choć mam nadzieję że pierwsze chwile PSBV to złe dobrego początki. Dla pionierów, jeśli chcą mnie wysłuchać, mam kilka rad.

Po pierwsze: skoro jesteście pionierami, to pogódźcie się z konsekwencjami.

Pionierzy nie mają łatwo. Gdy upadają, to koroner wyciąga im śmiertelne strzały nie tylko z przodu, ale także z tyłu. Pionierzy pogodzić się muszą z niechęcią i krytyką płynącą także z własnych szeregów. Nie powinni się na nią obrażać. I nie powinni pisać felietonów analizujących w agresywnych sposób wrednych postaw swoich przeciwników. Pionierzy patrzeć powinni do przodu, a nie w tył. Powinni pędzić, a nie grząść w podjazdowych wojenkach na słowa. Bo jak utkną, to nie ruszą. Czy Wałęsa jak przeskoczył przez mur, to za murem przez większość czasu zajmował się tymi, którzy nie przeskoczyli? Na raczej nie. A co zrobił? Przedstawił plan.

Po drugie: plan

Stowarzyszenie powinno precyzyjnie wiedzieć po co jest i co chce zrobić. Zwłaszcza teraz na początku potrzebuje jasnej, kompromisowej agendy. "Kompromisowej" oznacza, że jest to etap zbierania ludzi, mobilizowania, przyciągania. Nie ma powodu by zapowiadać agresywny program, który pachnieć może utratą niezależności. Z przebiegu dyskusji widzę, że niektórzy blogerzy jak Kargul i Pawlak mogą 100 lat kłócić się o miedzę. To nie jest etap rozpoczynania tych sporów. Dobrą zapowiedzią mądrego kursu jest felieton Natalii Hatalskiej. Tłumaczący, nie dzielący.

Oczywiście przyjdzie moment, w którym PSBV powinno postawić na jakąś ambitniejszą, bardziej ryzykowną agendę. Nie jest bowiem partią polityczną, która musi ubiegać się o łaskawość wyborców i której szef startować musi w wyborach. Fajnie byłoby na przykład gdyby kiedyś stowarzyszenie porozmawiało o oznaczaniu przez blogerów treści komercyjnych. We władzach Stowarzyszenia są obecnie osoby reprezentujące pogląd: Jesteśmy blogerami, nic nie musimy oznaczać. Jest to pogląd właściwy latom młodzieńczym. Skoro jednak blogosfera dojrzewa, to spodziewać się można jakiejś mądrej refleksji. Jeśli PSBV ma być Stowarzyszeniem obrony blogerów we wszystkich sprawach, nawet wtedy gdy nie mają racji, to szybko jego mandat wygaśnie.

Po trzecie: zaangażowanie

Jestem pełny uznania dla ludzi, którym się chce. Moje uznanie będzie rosło, jeśli władzom Stowarzyszenia będzie się chciało w kolejnych tygodniach, miesiącach i latach. Najpierw jest bowiem adrenalina i entuzjazm. Potem adrenalina zejdzie i będzie musiała pojawić się mądra motywacja działania dla dobra wspólnego. Tak, służby dla jakiejś idei. Służby bezpłatnej, jak wynika ze statusu. Działałem trochę w różnych organizacjach, miałem lepsze i gorsze lata, ale generalnie widziałem jak krzywa zaangażowania na przestrzeni czasu się obniża. Trzymam kciuki, żeby tu rosła. Żeby Stowarzyszenie udowodniło że umie się rozwijać. Przyjmowało nowych członków i miało władze otwarte na zasilenie świeżą krwią. W organizacjach, w których byłem, gdy widziałem że nie starcza mi czasu na pełnienie honorowych funkcji, po prostu z nich rezygnowałem, dając miejsce innym. Najgorsze to dopuścić do tego, co zdarzyło się w paru organizacjach. Leśne dziadki zajmują stołki i nic się nie dzieje. Na razie takiego zagrożenia w PSBV nie widzę. Choć Paweł Opydo już ogłosił że Stowarzyszenie będzie jak PZPN.

Po czwarte: autorytety i otwartość

Niektórzy z krytykujących PSBV robią to z pozycji: Dlaczego oni mają decydować, kto jest, a kto nie jest blogerem. Sami tymczasem odbierają Dorocie Zawadzkiej prawo udziału w Stowarzyszeniu, bo "co z niej za blogerka". To bardzo interesujący przykład intelektualnej konsekwencji.

W moim przekonaniu PSBV powinno być otwarte na nowych członków i powinno rozumieć, że musi się wspierać autorytetami. Dorota Zawadzka być może nie jest autorytetem w środowisku blogerów, jest natomiast znana i środowisku blogerskiemu oddać może ogromne przysługi. Stowarzyszenie powinno wyciągać rękę do każdej znanej z innych mediów osoby, która prowadzi bloga (Tomek Lis?), zapraszać, zachęcać, organizować spotkania. Stowarzyszenie potrzebuje bowiem ambasadorów. Potrzebuje ludzi, dzięki którym przekroczyć będzie mogło własne granice, dzięki którym wyjdzie z blogów a stanie się liczącą organizacją branżową. Wtedy jego głos będzie słuchany, wtedy Zarząd będzie zapraszany na spotkania do ministerstw. Wtedy będzie liczącą się grupą wpływu. Zakładam, że o to chodzi.

Po piąte: świadomość słabych punktów

PSBV stąpa po cienkim lodzie i powinno wiedzieć, gdzie może się on załamać. Władze Stowarzyszenia powinny znać swoje słabości dokładnie tak jak każdy sportowiec, który wchodzi na ring, czy inną arenę zawodów. Za blogerami ciągnie się wizerunek niezbyt klarownych relacji z firmami. Kominek napisał co napisał. Pewnie nie on jedyny i nie ostatni raz. Stowarzyszenie dbać musi aby w tej choćby sprawie być jak żona Cezara. Wiadomo co ją charakteryzowało.

Po tych wszystkich uwagach informuję, że wysłałem maila z wnioskiem o przyjęcie do PSBV. Mam tu w naTemat swojego bloga, mam więc nadzieję, że spełniam kryteria. Składka 50 złotych rocznie wydaje mi się nawet za niska. Stowarzyszenie bowiem, jeśli ma mieć jakąś moc, to powinno mieć jakieś środki.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetMediaBlogiVlogerzy
Skomentuj