Bloger w niebezpieczeństwie

Jestem blogerem, więc wiem, że blogerzy nie mają łatwo. Muszą radzić sobie z niechęcią dziennikarzy starych mediów, z niezrozumieniem wydawców, czasem wreszcie z pozwami sądowymi. Zawsze mają w takim sporze trudniej. Oni są sami, po drugiej stronie są bogate firmy ze sztabem prawników. Właśnie jedna z nich- wydawca tygodników Wprost i Do Rzeczy - wytoczyła działa przeciwko blogerowi Michałowi Olechowi. Całe środowisko blogerskie powinno stanąć po stronie Michała. Tym bardziej, że po stronie Wprost stanęła inna korporacja: Agora.

Michał Olech prowadzi mikro bloga w serwisie Twitter. Mam nadzieję, że się nie obrazi, gdy napiszę, że uważam go za utalentowanego bardzo młodego człowieka. Olech pochodzi z Nowego Sącza, współpracowaliśmy w moim blogu Kampania na żywo, gdzie był najbardziej pracowitym zdalnym reporterem. Pomagał mi obsługiwać kampanie wyborcze, był na wieczorze wyborczym w Warszawie. Przyjechał do Warszawy na studia, jest na pierwszym roku na jednej z uczelni. Ma chyba 20 lat. Wyjechać z Nowego Sącza, dostać się na prestiżową uczelnię na dzienne studia, przebić się do Sejmu, założyć Twittera obserwowanego przez wielu dziennikarzy - to są prawdziwe osiągnięcia. Michał Olech jest bardzo ambitnym blogerem politycznym.


Co powinien robić bloger? Zdobywać informacje. I Olech to robi. Jakiś czas temu Michał odkrył, że może zobaczyć okładkę najbliższego numeru Wprost i Do Rzeczy jeszcze przed publikacją w następujący sposób: wchodzi w weekend do serwisu eGazety.pl, wybiera Wprost, następnie otwiera okładkę w nowym oknie i dodaje +1 do nazwy obrazka. Czyli jeśli było 1751.jpg, następna okładka będzie 1752.jpg. Wydawca wgrywa tą okładkę na serwer wcześniej, nie ustawia hasła, więc każdy kto tak zrobił mógł zobaczyć kolejną okładkę.

Michał te okładki umieszczał w serwisie Twitter. Jako bloger powiem, że to dobra robota. Nie na żadnego Pulitzera oczywiście, ale sprytne działania blogera który szpera, dłubie, wyciąga informacje. I je publikuje. Sól blogerskiej pracy. Nie wiedziałem, że Michał to robi, ale gratki dla niego.

No ale jest też korporacja z prezesem, sekretarkami, prawnikami, budynkiem, która poczuła się zagrożona działaniem blogera. Wkurzyła się, że sprytny bloger tak zdobywa o niej informacje. Co zrobiłaby korporacja mądra? Stwierdziłaby, że to dość oczywiste, że jak się coś wrzuca do internetu, to ktoś to może zobaczyć. Co zrobiła ta korporacja? Zagroziła Michałowi Olechowi pozwem.

Tak, powtarzam. Dwie spółki: AWR Wprost oraz ORLE PIÓRO zagroziły Michałowi Olechowi pozwem za to, że ujawnił coś, co one same wcześniej ujawniły. Niestety nie jest to żart prezesa Michała Lisieckiego, ale szczera prawda.

Zapewne czytaliście wywiad z Andrzejem Stankiewiczem, który niedawno odszedł z Wprost do Rzeczpospolitej. Andrzej opowiedział w nim o bardzo brudnych zagrywkach we Wprost w trójkącie prezes - naczelny - dział prawny. Teraz bloger Michał Olech przekonał się na własnej skórze, jak ten trójkąt działa.

AWR Wprost i Orle Pióro wysłały do Michała Olecha "Wezwanie do natychmiastowego zaprzestania naruszeń" twierdząc, że Olech działa "bezprawnie" i "wykorzystuje tajemnice Spółki" przez co "naraża ją na stratę". Spółki Michała Lisieckiego zażądały, żeby Michał Olech przeprosił w naTemat oraz zapłacił 25 tysięcy złotych odszkodowania. Jeśli bloger się nie podporządkuje, Wprost i Orle Pióro grożą "stosownymi krokami prawnymi".

Rozczulająca jest ta wrażliwość na prawo Michała Lisieckiego, który przypomnijmy publiczne mocno bronił prezesa Amber Gold Marcina Plichty pisząc na Twitterze, że "W tym sporze stoi zdecydowanie po stronie przedsiębiorcy" a klientom Plichty doradzając: "Klienci z biletami za 99 pln i lokatami powinni bronic tych firm zamiast kibicować medialnej nagonce. Tanie loty i może bez strat."

Zdziwiła mnie także prawnicza aktywność pełnomocnika Wprost i Do Rzeczy. Prawnicy, jak wiadomo, nie są w Warszawie tani. Niektórzy biorą kilkaset euro za godzinę pracy. Pełnomocnik zatrudniony przez firmę Michała Lisieckiego produkuje wielostronicowe pisma, co na pewno zajmuje mu sporo czasu. Tymczasem raport finansowy za 2012 rok nie jest dla PMPG wesoły. Informowano ostatnio, że strata netto firmy wyniosła 11,7 mln złotych.

W raporcie biegłego rewidenta, który zbadał sprawozdanie finansowe Platformy Mediowej Point Group znaleźć można stwierdzenie, że "Istnieje istotna niepewność, co do zdolności spółki do kontynuowania działalności". Panie prezesie, po co wydawać pieniądze na walkę z blogerem o okładki Wprost, gdy nie wiadomo, czy Wprost będzie się ukazywało?

Przyznam, że gdy tydzień temu zobaczyłem pisma wysłane do Michała Olecha myślałem, że to jakiś dowcip Michała Lisieckiego. I sprawę zbagatelizowałem. Teraz widzę że popełniłem błąd. Bo te pisma wystraszyły Michała i spowodowały, że skasował z Twittera wpisy z okładkami. Lisiecki jest więc cenzorem blogosfery (że także własnej redakcji wiemy po wywiadzie Stankiewicza).

Koniec bagatelizowania sprawy. Proszę całe środowisko blogerskie, by stanęło po stronie Michała Olecha. Publicznie obiecuję, że naTemat udzieli Michałowi takiej pomocy prawnej, jakiej będzie potrzebował. Nigdy nikogo nie pozywałem, nigdy nie byłem pozwany. Zawsze wierzyłem, że można sprawy rozwiązywać polubownie, załatwić problem telefoniczne, mailowo, dogadać się. Przecież wszyscy się w tym środowisku znamy. Ale dość tego - jeśli trzeba, to przed sądem będziemy walczyć z chciwą cenzorską łapą Michała Lisieckiego. Mam nadzieję, że będzie okazja by wyjaśnić mu, że gdy wrzuca coś do internetu, to nie może się obrazić się, że ktoś to przeczytał.

Jednocześnie z przykrym zdziwieniem zauważam, że do pomocników Michała Lisieckiego dołączyła gazeta.pl. Gazeta ma zasługi dla polskiej blogosfery, prowadzi platformę blogową blox.pl. Mimo to w niemądry sposób rozpowszechnia informacje pochodzące od Michała Lisieckiego. Gazeta nazywa Michała Olecha "pracownikiem" naTemat (nie jest nim), nazywa go "dziennikarzem" naTemat. Michał jest naszym luźnym współpracownikiem, stażystą w Sejmie, który czasem dzwoni z ciekawą informacją. Znamy się i lubimy, ale w sensie formalnym jest przede wszystkim blogerem. Żałuję że gazeta.pl stanęła po stronie cenzury, stanęła po stronie człowieka który nie rozumie internetu, że nie sprawdziła podstawowych faktów, że nie zadzwoniła po komentarz ani do mnie, ani do Tomka Lisa, ani do Michała Olecha.

Jeśli mogę coś doradzać gazecie.pl to niech zajrzą czasem do komentarzy własnych użytkowników. Pod tekstem wmc-33 napisał tak:

Komentarz wmc-33 w gazeta.pl

Jak się chce chronić jakieś informacje, to trzeba trzeba to robić profesjonalnie, a nie po harcersku przestawiając cyferki, a potem domagając się przeprosin. Jak się nastawia d...ę, to trzeba się liczyć z otrzymaniem w nią kopniaka niemal na własną prośbę. Za co właściwie domagają się przeprosin? Jeśli dobrze zrozumiałem - dane były publiczne dostępne, wystarczyło wpisać odpowiedni adres w przeglądarce, tak?


Odpowiadając na pytanie wmc-33: Właśnie tak było. Zostawiam to do rozważenia wszystkim, którzy w tej sprawie chcieliby poprzeć Michała Lisieckiego.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Media"Wprost"Blogi
Skomentuj