Nie wypisuję się z Kościoła

Dzień w dzień przyjaciele i znajomi pytają mnie: Jak ty możesz być w tym strasznym Kościele? Czy to co dzieje się wokół ustawy aborcyjnej nie jest dla ciebie ostatecznym argumentem, by porzucić tę zgniłą instytucję? Jak mogłeś w niedzielę spokojnie stać i słuchać informacji Konferencji Episkopatu Polski o obronie życia poczętego? Dzień w dzień mnie pytają. Czas więc odpowiedzieć.

W niedzielę rzeczywiście stałem i spokojnie słuchałem listu Episkopatu. Nie dlatego, że uważam, że jest najlepiej na świecie napisany. I nie dlatego, że zgadzam się z każdym jego słowem. Stałem i słuchałem dlatego, że każdy dobrze wychowany człowiek powinien spokojnie wysłuchać tego, co się do niego mówi. Może się ze słowami nie zgadzać, może je potem ocenić na blogu, Facebooku, czy podczas grilla, ale posłuchać powinien. Uważam to za elementarną zasadę dobrego wychowania. Wznoszenie okrzyków podczas mszy uważam za niestosowne. Wyjście po cichu z kościoła dopuszczam i nie mam z tym żadnego problemu. Wyobrażam sobie jedną sytuację, gdy demonstracyjnie i głośno protestuję przeciwko czemuś, co pada z ambony. Gdy na przykład podczas kazania ksiądz używa mowy nienawiści, kazanie jest antysemickie, lub rasistowskie. Wprost wymierzone w innego człowieka. Właściwe wydaje mi się wtedy zaprotestowanie.

Informacja KEP taka nie była. Było to przypomnienie znanego od dawna stanowiska Kościoła w sprawie życia poczętego. Kościół nie zmieniał tego stanowiska w przeszłości. Jako instytucja zawsze takie miał. Czy rolą Kościoła jest przypominanie swojego stanowiska publicznie i napominanie wiernych? W zasadzie tak. O co więc chodzi krytykom Kościoła, w tym naszej dziennikarce Annie Dryjańskiej która ogłosiła dziś, że się z Kościoła wypisuje? Nie całkiem wiem.

Wierzę, że Kościół jest święty, mimo że nie wszyscy jej członkowie są święci. Wielu jest grzesznych, wielu niemądrych, wielu podłych. Język używany przez wielu biskupów nie jest dla mnie językiem Ewangelii. Wyrażane publicznie przez wielu ludzi Kościoła na stanowiskach poglądy zdają się być bardzo sprzeczne z nauczaniem Jezusa Chrystusa. Ale idąc do kościoła idę na spotkanie z Jezusem. I mogę pomodlić się, aby dał więcej roztropności i świętości następcom apostołów, których wyznaczył do opieki nad owczarnią w 2016 roku.

Jest jeden święty i powszechny Kościół, ale nie ma jednego kościoła. Na niedzielnej mszy świętej w mojej parafii był z wizytacją biskup Michał Janocha. Młody stażem biskup warszawskiej diecezji. Znałem go ze starych czasów, gdy był u nas wikariuszem. Znałem go z opowieści żony, która lata temu była zachwycona jego wykładami na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jakże odległy jest biskup Janocha od arcybiskupa Michalika. Zasmuca mnie język biskupa Michalika. Ogromnie cieszy to, że w Warszawie kardynał Nycz otacza się świetnymi młodymi biskupami. Dlaczego mam się wypisywać z Kościoła? Nawet teoretyczne tego rozważanie jest oddawaniem Kościoła w złe ręce. Ręce tych biskupów, którzy Kościół w Polsce chcą uczynić małą i nieznaczącą instytucją związaną na dobre i złe z jedną partią polityczną. Nie widzę przyszłości dla takiego Kościoła w Polsce. Chcę się więc bić o taki Kościół w który ja wierzę – stojący na Ewangelii ale rozmawiający, wyciągający rękę i tłumaczący.

W sprawie ustawy antyaborcyjnej nie mam pretensji do Kościoła, że temat przypomniał. To rola Kościoła. Uważam że zachowanie to niezbyt roztropne. Jarosław Gowin słusznie przypomniał, że radykalizacja ustawy teraz oznacza radykalizację ustawy za kilka lat w drugą stronę. Decyzja KEP wydaje mi się taktycznie błędna. Pretensje mam jednak wyłącznie o upolitycznienie sprawy, zagranie kartą PISowską. Nie podoba mi się, że ten temat stał się tak gorąco polityczny. Już nie chodzi o życie, ale o słupki w sondażach.

Co do samej treści proponowanych zmian to sądzę, iż obowiązujący kompromis powinien być utrzymany. Czczę świętą Joannę Mollę, ale nie uważam, że państwo powinno zmuszać do świętych i heroicznych czynów. To autonomiczny wybór każdego człowieka. Znam szczęśliwych rodziców fantastycznego chłopaka z zespołem Downa, ale bardzo trudno byłoby mi zaakceptować przepisy nakazujące urodzenie niepełnosprawnych dzieci. Zwłaszcza że wiem, jak bardzo Państwo Polskie nie przejmuje się pomocą w ich wychowaniu, w ich utrzymaniu gdy rodzice są starsi, w samodzielności, gdy rodziców brakuje. Nie sądzę by rolą świeckiego państwa było wchodzenie w rolę sędziego. Podobnie z przepisem dotyczącym gwałtu, choć jednocześnie przypomniałbym że tysiące rodzin czekają lata w ośrodkach adopcyjnych.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji. Jednocześnie zdecydowanym zwolennikiem świeckiego państwa, w którym relacje Państwo - Kościół są w równowadze. Teraz część biskupów wraz z PiSem tę równowagę zaburzyli. Mam nadzieję, że są w Polsce rozsądni ludzie, którzy znajdą sensowne wyjście z sytuacji. Inaczej grozi nam straszna wojna.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...