Ostatnie zawody Reebok CrossFit Open. Przed metą prawdziwa masakra

Chwilę po ostatnim burpee. Podczas Open 2016 jeszcze nie czułem się tak padnięty jak teraz Fot. M.Stanik
Ostatnie zawody Reebok CrossFit Open magazyn BoxLife nazwał "masakrą" i drugimi najbardziej koszmarnymi w całej historii Open. Człowiek, który odpowiada za programowanie mistrzostw wrzucił na swojego Instagrama dzień przed imprezą zdjęcie jakiegoś biednego rozjechanego gryzonia. Była to zapowiedź tego, co czeka 300 000 osób na całym świecie. Sprawdziła się. Czułem się jak biedny szczurek, gdy po ponad 24 minutach kończyłem kombinację thrusterów (najpierw przysiad potem wypchnięcie sztangi nad głowę) oraz burpee.

Zawody 16.5, czyli piąte w tegorocznych Open, nie miały limitu czasu. Choćbyś miał się męczyć godzinę, to musiałeś je skończyć. BoxLife tak napisał o tych zmaganiach:

Thrustery i burpee są ciężkie same w sobie. Gdy zostają połączone w zestaw, osiąga się zupełnie nowy poziom bólu. Pomiędzy powtórzeniami nie ma chwili na odpoczynek. Kwas mlekowy, który gromadzi się w mięśniach nie ma dokąd płynąć. W 16.5 pracuje każda grupa mięśni. W połowie treningu zdajesz sobie sprawę, że jedyne, co możesz robić, to pogrążyć się głębiej w cierpieniu. Wciąż jeszcze masz bowiem wiele do zrobienia. Jeśli po ostatnim powtórzeniu nie skończysz leżąc na podłodze, znaczy że nie starałeś się wystarczająco.

Ja skończyłem na podłodze i długo dochodziłem do siebie.
W to miejsce zaprowadziło mnie poczucie rywalizacji. Choć jest zupełnie oczywiste, że nie zostanę mistrzem świata i nie mam najmniejszych szans na wyjazd do Madrytu na kolejną rundę eliminacji, to postanowiłem zawalczyć o pierwsze 100 000 zawodników na świecie. Musiałem awansować 6000 miejsc. Były dwie drogi, aby to osiągnąć. Albo wybitnie szybko zrobić zawody z lżejszym obciążeniem (wersja skalowana), albo zrobić je z większym obciążeniem (Rx), za co od razu jest więcej punktów. Postanowiłem zaryzykować w Rx i sięgnąłem po sztangę i talerze o wadze 43 kilogramów.
Bardzo szybko, bo już po pierwszej rundzie zobaczyłem że moja strategia na ten trening wzięła w łeb. Magda, która mi sędziowała, doradzała rozkładać powtórzenia na trzy w każdej rundzie (w pierwszej po 7, w drugiej po 6, i tak dalej). Odkryłem, że jedyne co jestem w stanie robić, to nabijać thrustery pojedynczo, desperacko walcząc o oddech pomiędzy przysiadami.
Miałem fantastyczną grupa kibicek, które przez niemal pół godziny zdzierały dla mnie gardło. Dość miałem: Tomek, dawaj; Ruszaj się; Bierz tę sztangę!, ale mobilizowały mnie w chwilach największego załamania.
Każda męka kiedyś się kończy. Ta też wreszcie minęła. W wersji Rx mam chyba najgorszy wynik w moim boxie, ale co z tego! Przesunąłem się 20 000 miejsc na świecie :-) Open 2016 kończę na miejscu 85647. Startowało ponad 300 000 osób. W Polsce na 300 startujących jestem na miejscu 177. Czy to czas na odpoczynek? Absolutnie nie!
Plan na ten rok, to przygotować się tak, żeby za 12 miesięcy zrobić w Open wszystkie treningi na Rx. Bardzo trudne, ale wykonalne. W moim boxie na ścianie jest napis: If it doesn't challange you, it doesn't change you.



Postęp w CrossFit jest zresztą niesamowity. Jak napisał na Facebooku najlepszy chyba w Polsce kronikarz tego sportu Kamil Timoszuk:

2 lata temu - Jeden Polak na Regionalsach (to następna runda zawodów - przyp.red.), 1 rok temu - 3 Polaków na Regionalsach. A w tym roku? Na chwilę obecną 4 panów jedzie do Madrytu, 1 zostaje w domu i robi Regionalsy online w swojej kategorii wiekowej, a jedna z dziewczyn leci prosto do Carson! (tam się odbywają światowe zmagania CrossFit Games - przyp. red.). To się nazywa progres!

Dziękuję wszystkim czytelnikom za tych pięć tygodni z Reebok CrossFit Open. Polecam moje teksty z zawodów: 16.1, 16.2, 16.3, 16.4, oraz tych pisanych przed startem o przygotowaniach, i ostatnich ćwiczeniach w domowym boxie w garażu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...