O autorze
Były redaktor naczelny naTemat. Wcześniej dziennikarz Radia Eska, BBC Polska, reporter w TVN24 i Wydarzeniach Polsatu. Pisał dla Wprost, publikuje w tygodniku Newsweek. Założyciel serwisu kampanianazywo.pl i poliprawda.pl

CrossFit Open. Po drugich zawodach jestem w piątym tysiącu zawodników na świecie

Za chwilę nie dam rady, ale powoli zbliżam się do swojego maxa Fot. M.Stanik
Drugie zawody CrossFit Open za mną. Wystartowałem bardziej zestresowany niż w pierwszych. Po tygodniu na nartach miałem zmęczone nogi, a w rywalizacji były przysiady. Po drugie zaś nie wiedziałem, jak będę się czuł po tygodniu bez treningów. Ostatecznie nie było źle. Mam na świecie miejsce w piątym tysiącu startujących :-). Czuję się z tym dobrze, a że jeszcze trzy zawody przede mną, to jest spore pole do poprawy.

Przy całej miłości do narciarstwa trudno mi je traktować bardzo sportowo. Kiedyś przez kilka lat na pytanie, czy uprawiam jakiś sport odpowiadałem, że owszem, uprawiam sporty motocyklowe. Bo jeździłem do pracy skuterem. Trochę tak mam z narciarstwem. Zjadę sprawnie z każdej góry, ale te średnio trzy godziny na stoku dziennie nie są wysiłkiem fizycznym. Dlaczego tylko trzy? Proza życia. Żona kocha swoją deskę (co jest super!), a nasza Helena nie skończyła jeszcze 18 miesięcy, więc może co najwyżej dla zabawy przymierzać narciarski sprzęt. Jeździliśmy więc na zmianę – ten, kto zostawał na dole, zajmował się córką.
W Styrii robiłem dla treningu co mogłem, ale to ograniczyło się do 7-kilometrowego biegu po górach jednego dnia, 50. pompek innego i jeszcze 180 burpee trzeciego. Wracałem więc do Warszawy, jak to nowicjusz – spięty że wypadłem z formy.



Nic takiego się na szczęście nie wydarzyło. Drugie zawody CrossFit Open (w sumie startuje się w pięciu co tydzień) pokazały mi raczej, że formy, jakiej bym oczekiwał, jeszcze nie zbudowałem. Gdy bowiem w rywalizacji pojawia się sztanga, natychmiast staje się jasne, kto jest kim. Sztanga oddziela chłopców od mężczyzn.
W zawodach Open 16.2 do wykonania miałem w każdej rundzie:

25 podciągnięć kolanami do klatki piersiowej

50 podskoków na skakance

Malejącą (15-13-11-9) liczbę zarzutów sztangi na siad

Wszystko szło dobrze, bo kolana do klatki i pojedyncze przeskoki to łatwe ćwiczenia. Ale zweryfikowała mnie sztanga. 15 zarzutów po 43kg poszło, w kolejnej rundzie 13 zarzutów 52kg też dałem radę, 11 zarzutów sztangą 61kg ukończyłem wiedząc, że to prawdopodobnie moja ostatnia runda. W ostatnich powtórzeniach powtarzałem sobie: Wstawaj! Wstawaj! – prostując nogi z najwyższym wysiłkiem. Muzyka była na szczęście tak głośna, że nikt wkoło nie słyszał (mam nadzieję!) moich wrzasków.
Życiowy rekord zarzutu sztangi mam na poziomie 67kg, tymczasem kolejne powtórzenia były do zrobienia sztangą o wadze 74kg. Miałem pełne cztery minuty, żeby zrobić 9 powtórzeń. Miałem siłę a jednocześnie byłem całkowicie bezsilny. Skrajnie frustrujące. Kipiałem z wściekłości i byłem absolutnie bezradny. Na tablicę wpisałem 339 powtórzeń w tych zawodach. Niby nieźle, ale w pierwszym treningu byłem na świecie w drugim tysiącu zawodników, w tym jestem w piątym tysiącu. Ewidentnie widać, że w aerobowych cardio treningach będę lepszy niż w ciężarowych. Nie mam ani techniki, ani siły. To cel na kolejny rok. Poświęcić więcej czasu na budowę siły i na opanowanie techniki olimpijskiego podnoszenia ciężarów. Martwy ciąg, przysiad, zarzut i rwanie – temu muszę się poświęcić.
Kolejne zawody CrossFit Open w najbliższy weekend. W tym tygodniu w moim boxie święto. Przyjeżdża do nas Reebok Box Tour, wszyscy będziemy robili zawody w mniej więcej tym samym czasie, więc będzie duża impreza i jeszcze większy doping.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...